.: Data publikacji 16-Lip-2005 :: Odsłon: 428 :: Recenzji: 1 :: :: :.
Już po spływie :(
Kto nie był niech żałuje, było super, świetni ludzie i w ogóle fajna atmosfera.
Tradycyjnie podziękowania dla organizatorów STASZKA i KRZYŚKA a także dla Anny Feltynowskiej za dodatkowe atrakcje (kartacze, przejażdżka wozem drabiniastym, spotkanie z historykami).
Pozdrawiam, Paweł Kwapiszewski
Wszystkim uczestnikom II już Spływu Genealogów bardzo serdeczne dzięki za wspaniałą atmosferę, którą żeście stworzyli przez te 5 dni naszego wspólnego towarzystwa.
Zapewne wszyscy potwierdzicie, że najmilszą "duszą towarzystwa" była Ania Feltynowska dzięki której mogliśmy poznać wiele legend miejscowych, historię regionu zaprezentowaną przez miejscowych historykow (znajomych Ani), atrakcji dla młodzieży - przejażdżki wozem drabiniastym po miejscowych uroczyskach i degustacji kartaczy ze wspaniałą popitką przygotowanych przez jej rodzinę w bardzo tajemniczym, uroczym miejscu gdzie kiedyś Jaćwingowie składali swe ofiary.
Dziękujemy Ci Aniu za wszystko.
Wszyscy , którzy tam byli.
Stanisław Pieniążek
Kto nie był niech żałuje, ....
--------------------------------
Żałuję już drugi raz. Niestety, naprawdę nie mogłem być tam z Wami.
Jacek (Jacek Cieczkiewicz)
Przylaczam sie do powyzszych podziekowan!
Bylo fantastycznie, swietna atmosfera, pogoda i widoki!
Teraz pozostaje czekac na fotki ze splywu, ktore choc troche przypomna nam o wrazeniach i przezyciach minionych czterech dni.
sciskam Was wszystkich
Ania (Anna Stachowska)
Witam!
Dziękujemy organizatorom spływu Stasiowi, Krzyśkowi i Ani za nowe atrakcje w czasie II już spływu a w szczególności Ani Feltynowskiej za miłe przyjęcie przez jej rodzinę i uatrakcyjnienie wieczorów które długo będziemy pamiętać.
Pelagia i Zbigniew Szybkowie
buuu, ze tez nie moglam dluzej zostac ...
ale i tak bylo fajnie, kartaczy i atrakcji zaluje bardzo
i oczywiscie do zobaczenia za rok
pozdrawiam
sekutnica Anna Sekulska
Dopiero w nocy wróciliśmy do domu, po przeczytaniu wątku aż się rumienię, bo zasługi mojej w sprawach spływowych nie było za wiele, to raczej sprawił zapał Staszka i Krzysia, piękne okoliczności przyrody, prawdziwie piękna pasja Państwa Ireny i Wojciecha Baturów, którzy od lat piszą o historii naszego regionu i zechcieli się z nami spotkać, słoneczna pogoda, jak też i pogoda ducha uczestników, którzy przetrwali nawet trudniejsze odcinki naszej Rospudy.
A co do gościnności, to pewien nasz dziewięćdziesięcioletni familiant tak chwalił swoją żonę: oooo, Mania to jest gospodyni, ho, ho. Ma ciasta na dwa oładzie, przyjdzie gość, Mania wody doleje i już trzy oładzie leżą na talerzu. Co do kartaczy, bardziej ku Litwie zwanych cepelinami, to potrawa regionalna, ale z nazwy sądząc wynaleziona w czasach pierwszej wojny. Wówczas to cepeliny nad naszą ziemią latały, a nawet czytałam o jakimś bombardowaniu, które nie przyniosło większej szkody, miało bardziej cel propagandowy, raczej chybiony, skoro te militarne nazwy przeniknęły do gastronomii. Tak już jest w naszych stronach, że granicę najtrwalszą w Europie nazywali rowem, a kartacze, czy, jak kto chce, cepeliny wkładają bez ceregieli do garnka. Nadziewane surowym przyprawionym mięsem gotować trzeba dość długo, tj. do skutku w osolonym wrzątku uważając, by nie przestał nawet na chwilę wrzątek wrzeć, wtedy mogą się rozlecieć.
Cieszę się, że Wam się u nas podobało i cieszę się już na następny spływ.
pozdrawiam serdecznie GAFa (Grażyna Anna Fełtynowska)
Dziękuję za pomoc wszystkim, którzy pomogli mnie i mojej córce Martynce w szczęśliwym dotarciu do naszego domu. Pozdrawiam wszystkich spływowiczów i grupowiczów
Grzegorz Krupiński
Dodam jeszcze dwie relacje / strony na temat spływu: