|
W 1997 roku
spędzaliśmy z żoną i córką urlop w ośrodku campingowym w Świętej Lipce
(Heiligelinde), słynnym na Warmii centrum kultu Maryjnego. Ponieważ w tych
stronach byliśmy pierwszy raz, czyniliśmy bliższe i dalsze wypady dla
poznania regionu. Region jest tu oczywiście pojęciem umownym, ponieważ jest
to pogranicze Warmii (Ermland) i Mazur (Masuren).
Droga
zawiodła nas i do Szestna (Seehesten). W XIV wieku powstał tu krzyżacki
zamek, z którego do dziś przetrwał tylko fragment ściany skrzydła północnego.
Na podzamczu znajdował się największy młyn w państwie krzyżackim. W
bezpośrednim sąsiedztwie zamku lokowano w 1401 roku dzisiejsze Szestno
(Seehesten). Przywilej lokacyjny wydał ówczesny komtur Bałgi (Balga),
późniejszy wielki mistrz Ulrich von Jungingen. Właśnie tu, w Szestnie,
znaleźliśmy absolutną perłę tych stron, a mianowicie przepiękny gotycki
kościół o prostej bryle z masywną wieżą. Dzięki życzliwości nieżyjącego już
pana Banasiaka – ówczesnego sołtysa i kościelnego w jednej osobie mogliśmy
poznać historię kościoła i przyjrzeć się jednolitemu XVII-wiecznemu wnętrzu.
Jednocześnie okolica jest wyjątkowo piękna - jeziora wśród wysokich wzgórz.
To zdecydowało, że dwa lata później urlop postanowiliśmy spędzić właśnie w
Szestnie.
Tak
naprawdę, moje zainteresowanie historią Szestna zaczęło się od zobaczenia na
przykościelnym cmentarzu zespołu żeliwnych krzyży z XIX wieku. Jako niedoszły
odlewnik byłem zafascynowany ich niezwykle precyzyjnym wykonaniem i jakością
żeliwa. I tak zaczął się okres nazwany przez moją żonę trzema latami urlopów
na cmentarzach.
A potem...
Potem była już tylko fascynacja historią tej wsi. Poznawanie ludzi związanych
z nią tu na miejscu, w Niemczech i za oceanem. Ludzi naprawdę sympatycznych.
Ludzi szukających pomocy i ludzi bezinteresownie dzielących się swoją wiedzą.
Tak zawiązała się i nasza przyjaźń z tutejszym proboszczem Sylwestrem
Progorowiczem - wspaniałym księdzem nie mającym w sobie nic z funkcjonariusza
kultu i jednocześnie świetnym facetem. Tu też co roku zjawia się grupa miłych,
młodych ludzi - archeologów z Uniwersytetu Warszawskiego pod wodzą szefa
Ekspedycji Galindzkiej doktora Wojtka Wróblewskiego.
Jednym z owoców moich zainteresowań
jest inwentaryzacja krzyży na wszystkich cmentarzach dawnej luterańskiej
parafii w Szestnie. Zdarzały się niestety momenty bardzo przykre. Pytanie:
„Czy zachował się...?” i zgodna z prawdą odpowiedź, że nie i konieczność
poinformowania, że cmentarz nie zniszczał przez upływ czasu, że nie
zdemolowały go dwie wojny światowe, ale został zdewastowany przez moich
rodaków. Na szczęście były i chwile wzruszające, kiedy na kolejne pytanie
„Czy zachował się...?” wysyłałem zdjęcie grobu i dostawałem odpowiedź, że
rodzice pytającej płakali patrząc na nie. Czy warto było robić tę
inwentaryzację? Myślę, że te wakacje „na cmentarzach” warte były choćby tej
jedynej chwili wzruszenia.
|
|
Na
położonym opodal kościoła w Szestnie cmentarzu zachował się zespół
szesnastu żeliwnych krzyży z lat 1813 - 1901. Jest to,
chyba największa grupa takich krzyży w całej okolicy. Jeszcze nie tak dawno
było ich więcej, lecz kilka zostało zniszczonych i oddanych na złom. Sprawą
zajęła się prokuratura, a winny został ukarany, ale to już zupełnie inna
historia. Pięć krzyży stoi na najstarszej części cmentarza obwiedzionej
kamiennym murem. Są to krzyże od IX do XIII. Od pozostałych różnią się bardzo
prostą formą. Inne są neogotyckie, a dwa są zdecydowanie odmienne w swej
dekoracyjności.
Wszystkie krzyże z
Szestna (Seehesten) i okolic charakteryzują się nie tylko elegancją formy,
lecz i bardzo wysokim poziomem techniki odlewniczej. Wszystkie wykonano z
dużą precyzją, o czym może świadczyć bardzo ostry rysunek liter w napisach.
Gdyby nie znaczne rozmiary krzyży, można by je uznać za odlewy kokilowe, a
nie typowe odlewy w formach ziemnych. W czasie porządkowania kwatery z
krzyżami I - IV odkryłem krzyż oznaczony numerem XVI, który, sądząc po
zaawansowaniu korozji, od wielu lat był przykryty cienką warstwą ziemi.
Na prawie wszystkich cmentarzach ewangelickich na
tym terenie, groby należące do zmarłych pochodzących z jednej rodziny z
reguły zostały otoczone kutymi płotkami tworzącymi niewielkie kwatery
rodzinne. Sztachetki w tych ogrodzeniach zakończone są żeliwnymi grotami
(wszystkie i wszędzie według jednego wzoru). Takie same groty spotyka się
również w wielu ogrodzeniach wokół kościołów. Na niektórych z ogrodzeń
zachowały się owalne tablice z nazwiskiem rodziny. Czasem, zapewne w
przypadku rodzin uboższych, tablice te zastępowały krzyże. Trzy z takich
tabliczek zachowały się w Szestnie. Każdy z typów krzyży (neogotyckie są w
dwu wariantach nieznacznie różniących się w szczegółach) i oba typy grotów z
ogrodzeń powtarzają się na rozległym obszarze - w układzie południkowym od
Szestna (Seehesten) po Barciany (Barten) (krzyżacki zamek i gotycki kościół
naprawdę wart zwiedzenia) i Srokowo (Drengfurth), co daje około czterdzieści
kilometrów. Zaciekawił mnie producent krzyży zaopatrujący tak rozległy rynek
zbytu w wysokiej jakości wyroby - producent o znacznym doświadczeniu i
dysponujący zapleczem o charakterze fabrycznym, a nie rzemieślniczym.
Zastanawiałem się, czy nie istniała na tym terenie odlewnia. Niektóre z
krzyży są sygnowane “Lentz - Rastenburg” (Kętrzyn). Kętrzyn (Rastenburg) jest
ponadto usytuowany dokładnie w środku opisanego obszaru. Jak często bywa,
pomógł przypadek. Odwiedziliśmy muzeum w kętrzyńskim zamku i dokładnie
czytaliśmy podpisy pod starymi zdjęciami. Okazało się, że jedno z nich
przedstawia budynek, nie odlewni, a założonej w sześćdziesiątych latach XIX
wieku fabryki maszyn rolniczych, której udziałowcem był niejaki Lentz.
Zapewne fabryka upadła bezpośrednio po pierwszej wojnie światowej, ponieważ w
latach dwudziestych jej budynek został adaptowany do celów mieszkalnych.
Fabryka mieściła się przy obecnej ulicy Chopina i budynek ten istnieje do
dziś. Jest pewne, że zakład ten istniał, w jakiejś innej zapewne formie,
również w pierwszej połowie XIX wieku, czego dowodzą zachowane z tego okresu
krzyże.
Krzyże
na cmentarzu w Szestnie (Seehesten)i te rozproszone na innych cmentarzach
warte są uznania ich za obiekty zabytkowe - nie w sensie formalnoprawnym (w
takim już zapewne są), a jako dokument. To, na ogół jedyne, wspomnienie o
minionych czasach i o ludziach, którzy tu żyli, pracowali i umierali. Napisy
świadczą swoim ciepłem, że również kochali się - np. napis na krzyżu S-VI:
„Tu spoczywa mój kochany mąż i nasz dobry ojciec ...” lub na krzyżu S-IX:
„Miejsce spoczynku naszej wiernej, niezapomnianej Matki ...”. Faktem jest, że
tutejsze parafie, z reguły nie należą do bogatych. W tej sytuacji, biorąc
również pod uwagę, iż prawidłową konserwację metalu trudno przeprowadzić bez
udziału fachowca, pomoc powinien okazać Wojewódzki Konserwator Zabytków, a
może również rozproszeni po świecie potomkowie tych, którzy pod tymi krzyżami
spoczywają.
Wszystkim
odwiedzającym Mrągowo (Sensburg) radzę dołożyć jeszcze tylko pięć kilometrów
w stronę Kętrzyna (Rastenburg). Pani z kiosku z gazetami z przyjemnością
otworzy Wam kościół i opowie o jego historii. Jadący przez Mrągowo (Sensburg)
do Świętej Lipki (Heiligelinde) nadłożą trochę drogi. To, co zobaczycie w
Szestnie (Seehesten) naprawdę jest warte tych kilku kilometrów. Kościół jest
od kilku lat w trakcie prac konserwatorskich, więc pamiętajcie o wrzuceniu paru
groszy do skarbonki. Z Szestna (Seehesten) można jechać do Świętej Lipki
dalej drogą na Kętrzyn (Rastenburg) skręcając w lewo w Wilkowie (Wilkendorf).
Zobaczycie wtedy wart tego zamek w Bezławkach (Bäslack).
|