Logowanie
 
 Użytkownik
 Hasło
 Zapamiętaj mnie


Nie masz jeszcze konta? Możesz je założyć tutaj.
 


Języki/Languages
 
Wybierz język interfejsu:

 

 
To tylko genealogia?
Wysłany przez: włodzimiest włączone Sobota, 11 Luty 2006 - 14:03
{article-edit-del}
Inne tematyWszelkie tablice ogłoszeń, także w sieci, na Genpolu, mieszczą w sobie ogromny ładunek nadziei osób tam je umieszczających. Formułując swe anonse, spodziewamy się odpowiedzi, pozytywnych odpowiedzi, że oto ktoś jest w stanie pomóc – informacją, działaniem czy radą. Jakże cieszymy się, gdy życzliwy nie lub znajomy oferuje się odszukać dokument w archiwum, nazwisko w rzadkiej książce w odległej bibliotece, wykonać fotografię na cmentarzu czy przetłumaczyć fragment tekstu w obcym języku, skontaktować nas z nieznanymi jeszcze członkami rodziny.
A my, czyż nie działamy tak samo? Czy nie wykorzystujemy naszych możliwości nieosiągalnych dla innych – bycia o krok od regionalnych informacji, ludzi, dokumentów, monografii - aby pomagać potrzebującym? Wytwarza się w ten sposób piękny i szlachetny - bo bezinteresowny- łańcuszek pomocy; przecież pomagając nie oczekujemy rewanżu.

Czytaj więcej...

Ale zdażyć się może, że nasze genealogiczne działania obejmą swym kręgiem zupełnie przypadkowe osoby i całkiem inne zagadnienia. O takim właśnie zdarzeniu chcę Państwu opowiedzieć, bo i dla takich – niespodziewanych zupełnie rezultatów - też warto angażować się z całym zapałem i poświęceniem; wszak nie wiemy, czy na końcu rozpoczętej właśnie drogi nie czeka na nas...dobre słowo, wdzięczność, uśmiech przez łzy ?
Pewnego razu, późnym wieczorem, zobaczyłem na ekranie komputera anons, standardowej w zasadzie treści: „poszukuję informacji o moim dziadku, ostatnim przed wojną komendancie Policji Państwowej w R.”
Jako, że to wielka frajda, jak słusznie twierdzi moja Przyjaciółka, podjąłem różnorakie działania: telefony, miejscowe Muzeum, archiwalna gazeta lokalna, policyjne archiwum, Rodzina Katyńska i ludzie – pasjonaci historii i wszelkich staroci, sędziwi obywatele R. potomkowie przedwojennych policjantów wreszcie...Rezultatów jednak prawie żadnych; nie znają, nie pamiętają, nie wiedzą...dokumenty nie zachowały się...Jestem zawiedziony i trochę zniechęcony. Wtedy telefon - żyje syn policjanta, który na pewno będzie coś wiedział w interesującej Pana sprawie, proszę, to do niego numer... Jeszcze tego wieczoru umówiłem się na spotkanie z G.
Nazajutrz G. czekał już na mnie, w kawiarence najbliższej (ma trudności w chodzeniu, po wylewie) jego miejsca zamieszkania,. Elegancki, uprzejmy, życzliwy osiemdziesięcioparolatek, przedwojenny styl.
- Proszę pytać, postaram się odpowiedzieć, co pana interesuje? Więc ja od początku: że przedwojenna PP, Komendant Miejski czy zna, pamięta? – o nie, niestety, proszę pana, mój ojciec był kierowcą Komendanta ale Powiatowego! Trudno, powinienem spodziewać się, prawo serii...
Ale to nie był koniec spotkania, ono dopiero się zaczęło... Inicjatywę w rozmowie przejął G. - A wie pan? ojciec mój jako policjant właśnie, zginął w Kalininie, lezy w dole w Miednoje, byłem tam dwa razy, dwa razy szedłem drogą Jego kaźni... Mieli urządzone, zorganizowane wszystko perfekcyjnie – ks Peszkowski nam objaśniał, pokazał, taaak. Te trzy cele w piwnicy, określone godziny zbrodni, doły, specjalny ciężki sprzęt z samej Moskwy dla Nich sprowadzili...W milczeniu, wstrząśnięty wysłuchałem jego szczegółowego opowiadania...
Wstawałem już, chcąc żegnać się, kiedy G. zatrzymał mnie jeszcze chwilę – może zechce pan przeczytać? To wiersze mojego starszego przyjaciela – przez duże P, zaznaczył. Wyciągnął do mnie rękę z plikiem kartek, a ja – mimo, że nie byłem specjalnie zainteresowany twórczością lokalnego, nieznanego poety - nie mogłem tego gestu odtrącić. Proszę wziąć do domu, spokojnie przeczytać, może się panu spodobają? Ja proszę pana mam w stosunku do Franka specjalny dług i nie umiem sobie z tym poradzić. On, starszy, był dla mnie - dorastającego chłopaka- przewodnikiem u progu dorosłości, on pierwszy objaśniał nam ten nieznany świat kiedy opuszczaliśmy nasze beztroskie, szczenięce lata...A dużo później, kiedy na zawsze odchodził – on, wspaniały nauczyciel, polonista, łacinnik - prosił mnie o wydanie jego przelanych na papier emocji, wzruszeń, miłości...I nie mogę spełnić tej ważnej dla niego prośby. Próbowałem już wszędzie, odsyłają mnie tylko do kolejnego urzędnika, drukarza, wydawcy, a ja już nie mam siły chodzić, sam pan widzi...Nie zważają, że akowiec, virtuti, ubeckie więzienia...ważny nakład, zysk, opłacalność, i aby też decyzji nie podejmować, nie narazić się....ale proszę, niech pan przeczyta – wziąłem.
Któregoś internetowego posiedzenia, rutynowo angażuję przeglądarki... i nagle mam – w S. przy granicy z Niemcami obchodzi jubileusz 60- lecia tamtejsze liceum, wśród pierwszych profesorów wymienia się łacinnika i polonistę Franciszka S. No tak, przecież on tam wyjechał po wojnie... Na mój mail szkoła,komitet organizacyjny nie odpowiada, więc telefonicznie przekazuję G. adres, nazwisko dyrektora, telefon.
Upływa kolejny miesiąc i wśród korespondencji do mnie zauważam kopertę zaadresowaną drżącym, nieznanym mi pismem. To od G., widzę w nagłówku, ale dlaczego nie dzwoni, tylko tą drogą?
Szanowny Panie, ponieważ w żaden sposób nie mogę się do pana dodzwonić...no tak zapomniałem, że stacjonarny nr wyłączony...
Ale dalej – że wysłał list, że liceum w S. zachwycone, że tak, że bardzo chętnie, że wszystkie wiadomości, wspomnienia, dziękujemy, no...taka niespodzianka, kilkoro ucznów profesora jeszcze jest, wzruszenie... że wiersze profesor pisał? Naturalnie, natychmiast trzeba wydać...tak, na pewno wydamy!
I na końcu – pozdrawiam i dziękuję panu, zdążyłem...
A ja tak się cieszę, że postawię na półce tomik znanych mi przecież, prostych ale wzruszających, ciepłych, przepojonych miłością wierszy...

Być może Państwo też mają podobne doświadczenia? Proszę podzielić się tym z nami...
Włodzimierz Stefani


 

 

Powiązane odsyłacze
  · Więcej o Inne tematy
· Napisane przez włodzimiest


Najczęściej czytany artykuł w Inne tematy:
IV Ogólnopolski Spływ Genealogów

 

To tylko genealogia? | Loguj/Utwórz konto | 7 Komentarze
Próg
Komentarze są własnością ich twórców. Nie ponosimy odpowiedzialności za ich treść.
Re: To tylko genealogia? (Wynik: 1)
przez Malgorzata włączone 12 Lut 2006 - 15:06
(Informacje o użytkowniku | Wyślij wiadomość) http://www.fhs.mcmaster.ca/path/directory/fac/nowaczyk.htm
Właśnie dzięki takim dobrym uczynkom bez premedytacji nasze życie – nie tylko genealogiczne – nabiera radości. Dziękuję!


Re: To tylko genealogia? (Wynik: 1)
przez jacek_cieczkiewicz (jacek_cieczkiewicz@NOSPAMpoczta.onet.plNIECIERPIESPAMU)
włączone 12 Lut 2006 - 15:29
(Informacje o użytkowniku | Wyślij wiadomość) http://jacek1ci.fm.interia.pl/
Włodku, to dobre, ciepłe i ludzkie. Dziękuję.
Jacek


Re: To tylko genealogia? (Wynik: 1)
przez ewaduch włączone 12 Lut 2006 - 17:36
(Informacje o użytkowniku | Wyślij wiadomość) http://http://

Witam!
Miód Pan leje na serca, Panie Włodzimierzu...
Z pewnością każda wypowiedź w temacie nam znanym, każde wyciągnięcie ręki ku potrzebującemu naszej pomocy, każde ogniwo dodane do niekoniecznie naszego łańcuszka nadaje sens naszej pracy.
Stąd w podsumowaniach poszukiwań pojawia się często zdanie: "Znalazłem przyjaciela...", " Poznałem...", "Dzięki pomocy... udało mi się" . I ja dziękuję, i ja pozdrawiam, Ewa Szczodruch


Re: To tylko genealogia? (Wynik: 1)
przez włodzimiest (wstefani@gazeta.spam.plspam)
włączone 15 Lut 2006 - 21:26
(Informacje o użytkowniku | Wyślij wiadomość)
życie pisze dalszy ciąg: Wasze pozytywne wrażenia, refeksje, słowa...
i ja dziękuję
włodek


Re: To tylko genealogia? (Wynik: 1)
przez jacek_cieczkiewicz (jacek_cieczkiewicz@NOSPAMpoczta.onet.plNIECIERPIESPAMU)
włączone 22 Mar 2006 - 15:11
(Informacje o użytkowniku | Wyślij wiadomość) http://jacek1ci.fm.interia.pl/
I jeszcze raz ja, Włodku. Tak, mnie też udało się przeżyć chwile takich wzruszeń. W tamtym czasie udzielałem się na forum RootsWeb. Szukałem wiedzy o Szestnie, a swoją dzieliłem się. Nawiązałem kontakt, później już prywatny z człowiekiem z Kanady. Pytał mnie czy jeszcze istnieje wieś Glashütte. Tak istnieje i nazywa się Szklarnia (rejon Mrągowa, a dokładniej Piecek). Nieśmiałe pytanie, czy mam może zdjęcia z tej wsi. Obiecałem zrobić je w czasie najbliższego urlopu. Sprawdziłem cmentarz, groby rodziny nie zachowały się. Zrobiłem kilka zdjęć wsi. Wysłałem. Następnego dnia dowiaduję się, że najzupełniej przypadkiem sfotografowałem dom, w którym urodził się dziadek mojego znajomego i, że dziadek płakał patrząc na zdjęcie. Wieś opuścił mając osiem lat. Przepłynął z rodzicami Wielką Wodę. Polsce i Polakom był bardzo niechętny, bo przecież zabrali mu jego dawny kraj. Patrząc na zdjęcie mówił, że teraz nigdy już nie powie, że Polacy to jego wrogowie, bo jeden z nich pozwolił mu wrócić na chwilę do kraju dzieciństwa. A przecież to wszystko było tylko dziełem przypadku.
Jacek


    
Dodaj do ulubionych .::. Startuj z nami .::. Rekomenduj nas .::.
Copyright 2004 Tomasz Nitsch ( admin@genpol.com ) | Warunki używania serwisu | Polityka prywatności