Sekrety rodzinne - ja też!
Wysłany przez: Łucja włączone Wtorek, 28 Listopad 2006 - 19:14
{article-edit-del}
Wasza strona internetowa od jakiegoś czasu jest wśród moich ulubionych, chociaż przyznaję często tu nie zaglądałam. Rozpoczęłam poszukiwania rodzinne "na intuicję", a efekt dwumiesięcznych poszukiwań zaskakuje mnie samą.
Wasza strona internetowa od jakiegoś czasu jest wśród moich ulubionych, chociaż przyznaję często tu nie zaglądałam. Rozpoczęłam poszukiwania rodzinne "na intuicję", a efekt dwumiesięcznych poszukiwań zaskakuje mnie samą. Widać przyszedł na to czas i program telewizyjny jest na fali, która wielu porwie do takich poszukiwań. Co odkryłam o swojej rodzinie? Powiem tak, może to było ledwie pod powierzchnią, może wcale nie było ukryte, ale ja o tym nie wiedziałam! Nie wiedzieli rodzice, nie wiedział nikt, co z tego, że jakaś informacja jest dostępna jak nikt o nią nie zapyta?
Od kilku tygodni wiem, że:
- w Kanadzie jest jezioro nazwane moim nazwiskiem, to wujek;
- pradziadek, dziadek mojego ojca był "nakładcą" pocztówek w Tarnowie, na przełomie wieków, osiągają te pocztówki niezłe ceny na aukcjach obecnie.
Te informacje były rzeczywiście tuż pod powierzchnią, wystarczyło wstukać nazwisko w wyszukiwarkę internetową. Dlaczego nigdy wcześniej tego nie zrobiłam - nie wiem!
Ale dalej było już trudniej, nadchodziło listopadowe święto i z moich planów odwiedzenia wielu cmentarzy nic nie wyszło, jak można jednocześnie być wszędzie? Rodzinne groby są bardzo rozrzucone, wiąże się z tym zresztą pewna legenda (klątwa!?).
Zapadła decyzja o pojechaniu do miejsca gdzie nigdy 1 listopada nie byliśmy, grób prapradziadka. I ...? Czegoś takiego nie przeżyłam nigdy wcześniej, mało kogo coś takiego spotkało, tak szybko, po ledwie miesiącu poszukiwań taki sukces! Na grobie były kwiaty i paliły się znicze, zapytałam "kto to" i usłyszałam, że w sąsiedniej miejscowości żyje ... jego syn. Syn prapradziadka? Od 1 listopada mniej pracuję, a więcej szukam, już dwa razy odwiedziłam tę miejscowość i dwa razy byłam w archiwum w Lublinie.
Szukam historii pradziadka (nie był to prapradziadek, ale jak się okazuje pradziadek). Lekarz, zesłaniec po powstaniu styczniowym, kupił majątek na Lubelszczyźnie, trochę z tego zostało, a przede wszystkim został ... syn. Brat mojej Babci, która nam nigdy o tym nie powiedziała, to naprawdę cud, że udało się do tego dotrzeć i do niego dotrzeć. Ta historia tak mną wstrząsnęła, że zaczęłam intensywnie szukać, sama myśl, że żyje człowiek, którego ojciec rodził się w połowie XIX wieku jest przecież niesamowita, prawda?
Opisuję swoje poszukiwania żeby dodać sobie zachęty do dalszej pracy. Z racji wykonywanego zawodu (rzeczoznawca majątkowy) widzę bardzo ciekawy aspekt poszukiwań korzeni rodzinnych w rozpoznaniu miejsc w których mieszkali, szukaniu śladów w krajobrazie, na mapach, w dokumentach, w księgach wieczystych. Pamiętam, że już przed laty odwiedziłam miejsce gdzie mieszkał pradziadek i nie zobaczyłam wówczas nic, wydawało mi się, że nic nie zostało, nie ma na co patrzeć, nie ma czego szukać. Teraz, może z racji zawodu który wykonuję, jakoś bardziej podziałała wyobraźnia i zdołałam już dojrzeć bardzo wiele, w tym samym przecież krajobrazie, a przede wszystkim zapytać ludzi. Mój przykład dowodzi, że warto się odważyć, nagroda przyszła bardzo szybko, jest zachęta do dalszej pracy.
Droga Łucjo, trzymaj tak dalej- cieszę się , że i Ty "połknęłaś" bakcyla. Odkrywanie przeszłości, poznawanie swojej żyjącej rodziny, odświeżanie starych fotografii.......- to jest bardzo pasjonujące. Życzę dalszych sukcesów w poszukiwaniach,pozdrawiam ciepło-
Martyna Kreczko
Witaj Łucjo,
miło jest poznać kolejną genealożkę :-) na naszym Forum!
Życzę Ci wytrwałości w dalszych poszukiwaniach i więcej takich przełomowych, wstrząsających (w pozytywnym znaczeniu) chwil, jakich już miałaś okazję doświadczyć. To jest właśnie esencja naszej pasji :-)
"Pamiętam, że już przed laty odwiedziłam miejsce gdzie mieszkał pradziadek i nie zobaczyłam wówczas nic, wydawało mi się, że nic nie zostało, nie ma na co patrzeć, nie ma czego szukać. Teraz, może z racji zawodu który wykonuję, jakoś bardziej podziałała wyobraźnia i zdołałam już dojrzeć bardzo wiele, w tym samym przecież krajobrazie, a przede wszystkim zapytać ludzi".
I to jest właśnie magia genealogii... Cieszę się z Twoich sukcesów.
Pozostań wśród nas, Ewa Szczodruch
Pięknie opisałaś te uczucia Łucjo - często brakuje słów by oddać to co sami czujemy.
Sobie już widać nie musisz dodawać zachęty do dalszych poszukiwań a Twoje słowa wielu osobom mogą pomóc.
Pozdrawiam Piotrek
Twoja radość przypomina mi moją gdy odkrywałem "nieznane" losy mojej rodziny. Ja 'siedzę' w genealogi juz 8 lat i dalej czuje ekscytacje. Powodzenia w poszukiwaniach
Paweł - lubelak
Witamy w naszej genpolowskiej "rodzinie" zarażonych jedną pasja:)
Poznawanie swoich korzeni to fascynujące zajęcie. A każda nowa poznana osoba w rodzinie to super przeżycie.