Zgodnie z kilkuletnią tradycją i w tym roku odbędzie się spływ kajakowy, a nawet dwa!!!
Więcej informacji znajdziesz klikając na obrazek:
Logowanie
Języki/Languages
Wybierz język interfejsu:
Do STG "Swiętogen"
Wysłany przez: JerzyGrzegorz włączone Piątek, 14 Wrzesień 2007 - 16:21
{article-edit-del}
Jak hejnał z wieży mariackiej.....
Wszyscy znamy legendę o hejnale z wieży mariackiej w Krakowie i nie ma sensu jej tu przytaczać. Prawie wszyscy znamy aneks do tej legendy dopisany przez życie gdzieś na stepach Azji, gdy podczas II Wojny Światowej polski żołnierz, hejnalista ożywił legendę przekazywaną przez kilka pokoleń owego tatarskiego łucznika, który przerwał hejnał i za to miał pokutować dopóty dopóki jego potomkowie nie usłyszą hejnału z ust potomka trębacza. Piękne i może prawdziwe.
Logując się w Genpolu miałem i mam ciche marzenie, że ujawniając się imieniem i nazwiskiem oraz opisując rodzinne historie, znajdzie się ktoś, kto jak ów potomek tatarzyna po latach odezwie się i dopisze swoje zakończenie widziane pod innym kątem, interpretowane po swojemu, być może postrzegane oczami dziecka, ale za to wyjaśniające tajemnice i wnoszące coś nowego. Świat jest mały. Przykładem niech będzie przypadkowe spotkanie mojej córki Agaty z kolegą szkolnym w pełnym klientów supermarkecie w Chicago, oraz poniższa opowieść.
Siostra mojej matki w latach 60-tych ubiegłego wieku będąc na leczeniu w sanatorium na ławeczce w zdrojowym parku poznała nieznajomego pana i rozpoczęła z nim rozmowę. Po krótkim nic nie obiecującym wstępie musiało paść jakieś magiczne słowo by rozmowa zaczęła się kleić i kierować na właściwe tory. Zaczęli siebie uważniej słuchać, przestali badawczo patrzeć na siebie wzrokiem i ważyć każde wypowiedziane słowo. Wiedzieli, że ich przypadkowe spotkanie nie do końca musi być dziełem przypadku. Tym magicznym słowem zapewne był „Radom”, gdyż w trakcie rozmowy okazało się, że podczas okupacji w tym samym czasie gdy moja matka i ciotka mieszkały u wujka w Radomiu mieszkał tam na jakiejś kwaterze ów pan będący wtedy partyzantem AK. Jakież musiało być zdziwienie ciotki gdy w dalszej opowieści usłyszała jego okupacyjną przygodę. Otóż w tamtym okresie w Radomiu poznał on dziewczynę, piękną osiemnastoletnią kobietę, córkę profesora z Buczaczu Danusię Semkowicz z którą umawiał się na randki i na których snuli wspólne plany na przyszłość. Tu wojenne wspomnienia przerwała mu ciotka przedstawiając jeden okupacyjny dzień w Radomiu, ale widziany jej oczyma. Otóż Danusia była jej koleżanką i pamięta jej przygotowania do urodzin na których miała przedstawić narzeczonego swoim rodzicom. Dwoiła się i troiła by ze skromnych frontowych zapasów zrobić coś godnego na tę okazję. W jej oknie jeszcze długo w nocy paliło się światło. Nie doczekała się ukochanego tej nocy ani następnych. Początkowo wstydziła się pokazywać czerwonych od płaczu oczu, a gdy łzy obeschły, po wojnie wyszła za mąż wyjechała z Radomia i zerwała kontakty z koleżankami z Radomia...
Wtedy ów pan zaczerwienił się, zaczął się wstydzić i nieśmiało usprawiedliwiać. W przeddzień urodzin Danusi został ranny w akcji i został przerzucony na punkt gdzie leczył rany. Po wojnie przynależność do AK odsiedział w więzieniach UB do 1956 roku. Tam stracił zdrowie, teraz je odzyskuje w polskich uzdrowiskach. Po skończonym pobycie w tym sanatorium zamierza w drodze powrotnej odwiedzić Radom i Firlej gdzie leczył partyzanckie rany. Tego już ciotka nie wytrzymała przerywając mu, że na Firleju mieszkał teść jej brata Tadeusza, Paweł Mrozek. Był dyrektorem Fabryki Farb i Lakierów. Przerwała nagle przestraszona widząc jak krew mu odbiega i robi mu się słabo... “To u niego w czasie wojny był punkt medyczny, on zaopatrywał nas w leki i środki opatrunkowe. U niego wtedy leżałem”...-dodał cichym głosem
Jestem ostrożny w krakowskich porównaniach. Trąbienie i smok mogą się komuś kojarzyć z czymś innym. Zaryzykuję jednak. W doszukiwaniu się prawdy nie wystarczy trąbić na wszystkie strony świata jak Hejnał z Wieży Mariackiej. Gdy hejnalista zaczyna grać, na krakowskim Rynku jest pełno turystów wpatrujących się w otwarte okienko, a w południe przy radioodbiornikach słucha go tysiące ludzi. Pomimo jego wielkiej nośności nieliczni zapamiętują jego melodię, a po powrocie z wycieczki umyka z pamięci w natłoku innych wspanialszych wrażeń. Kojarzony jest jednak z konkretnym miejscem i konkretną porą. By dwie osoby mówiące tym samym językiem w kosmicznej czasoprzestrzeni mogły ze sobą rozmawiać na wspólny temat muszą być w tym samym miejscu i w tym samym czasie. Dlatego Almo możesz liczyć, że będę na spotkaniu Świętogenu i na dodatek wyciągnę na niego brata. Będziemy na razie jako sympatycy i obserwatorzy a w przyszłości? Zobaczymy.
świetnie to zrobiłeś, gdybym nie przeczytała
całej treści.... /ale piękne jak zwykle opowiadanie ? /-nie dowiedziala bym się,że będziesz na spotkaniu. Cieszę się !
Do zobaczenia.
Pozdrawiam - Alma