Jakiś czas temu serdecznie Was zachęcałem do współtworzenia tego miejsca chociażby poprzez publikowanie swoich tekstów.
Stąd bardzo jest mi miło publikując bardzo dogłębną recenzję artykułu Małgorzaty Nowaczyk na temat dzieci nieślubnych. Recenzję przesłała Anna Tryszczyło - Mróz. Bardzo dziękuje.
Mały dodatek
Jeszcze inaczej przedstawiała się sprawa w pastersko/rolniczej kulturze Podhala. Panna z dzieckiem nie była kimś gorszym. Dostarczyła dowodu, że da przyszłemu mężowi potomka. Jeśli nie mogła liczyć na bogate wiano, nieślubne dziecko dawało jej wyższą pozycję w rankingu panien do wzięcia. Często bywało, że chłopak starający się o dziewczynę, a będący poważnym kandydatem na zięcia, dostawał od ojca dziewczyny formalne przyzwolenie w formie "wypróbuj ją sobie". A więc, co kraj, to obyczaj. A działo się tak jeszcze pod koniec XIXw. Ale to były czasy, gdy pierwszy proboszcz Zakopanego, ks. Stolarczyk gromił swoich parafian za niezdejmowanie kapeluszy w kościele, spluwanie na podłogę i zapalanie fajek od ognia wiecznej lampki.
To taki mały przyczynek.
Jacek Cieczkiewicz