W ostatnim czasie zdarzyły się dwie rzeczy, które skłoniły mnie do napisania tego artykułu. Po pierwsze zanosi się na zrealizowanie pierwszej imprezy integracyjnej genealogów: spływu kajakowego (jeśli chcesz o tym poczytać kliknij tutaj). To może być początek integracji naszej społeczności. A to - być może - pozwoli nam wpłynąć na odpowiednie organy, aby nie utrudniali nam tak bardzo naszych działań. Po drugie przeglądając dokumenty znalazłem stary list jaki otrzymałem onegdaj z biura Generalnego Inspektora Ochrony Danych Osobowych.
Swego czasu wspominałem o nim na różnych forach dyskusyjnych. Zapytałem bowiem onego Inspektora o to, czy nie złamię ustawy umieszczając dane członków mojej rodziny na stronie Internetowej.
Treść odpowiedzi można skrócić do dwóch zdań: "Odnosząc się do przetwarzania danych osobowych członków Pana rodziny w internecie wskazać należy, iż w tym przypadku stosuje się przepisy ustawy o ochronie danych osobowych dotyczące przekazywania danych osobowych za granicę." oraz "dane osobowe mogą być przekazane za granicę, jeśli zachodzi jedna z okoliczności wskazanych w art. 47 ust. 3 ustawy o ochronie danych osobowych: 1. osoba, której dane dotyczą, udzieli na to pisemnej zgody".
W podsumowaniu niejaki obywatel Trelka wskazał, że właściwie można polegać tylko na tym podpisie mimo, że podpunkt 6 brzmi "dane są ogólnie dostępne"". A to dla mnie oznacza, że imiona i nazwiska umieszczać można.
Na różnych forach i stronach Internetowych pojawiły się różne interpretacje prawne. Niektóre osoby podają pełne informacje o swoich przodkach i twierdzą, że nie łamią prawa. Inni usuwają dane osób żyjących. Jeszcze inni wolą się nie narażać i nie publikują danych w Internecie.
Ja umieściłem informacje o swojej rodzinie publikując wszystkie dane jakieś dwa lata temu. Od tego czasu nie aktualizuję bazy mimo, że zdobyłem mnóstwo nowych informacji. Głównie dlatego, że obawiam się (niejasnej) ustawy. Niejasnej napisałem w nawiasie, bo to jakby powiedzieć mały karzeł.